Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Relacja z Krakonu 2013


W dniach 25-28 lipca 2013r. odbyła się kolejna edycja nowego Krakonu, a dokładniej "Festiwalu Kultur Alternatywnych Krakon". Wśród wielu uczestników, znaleźli się także reprezentanci Jedi Order: Caroline, Vendea, Justine Helfire oraz była członkini JO - Leanna Relash. Zapraszamy do zapoznania się z ich opinią na temat konwentu, a także ze szczegółową relacją przygotowaną przez Vendeę.
Jeśli ktoś woli wersję pdf relacji, to można ją znaleźć w tym miejscu: Relacja.



Od lewej: Leanna Relash, KatharSiS (Manda'yaim), Caroline oraz Vendea.


Słów kilka o Krakonie

Oczami Vendei
Zacznę może od tych dobrych stron. Przede wszystkim była to możliwość spotkania się z Justine, Caroline i Leanną, a także możliwość poznania Requela i KatharSISa. Bez Was na pewno nie byłoby tak ciekawie i zabawnie, za co dziękuję :). Kolejnym plusem były niektóre prelekcje. Widać było, że niektórzy prowadzący naprawdę dobrze się przygotowali i wiedzieli o czym mówią. Udało mi się wynieść z nich wiele cennych informacji.
Niestety, były też minusy. Po pierwsze kompletna dezorganizacja przy odbieraniu/kupowaniu wejściówek. Sporo oddalona szkoła i co więcej… jeden prysznic na ponad 2 tysiące osób. Niefajną rzeczą był również zakaz wnoszenia napojów do klubu Studio, gdzie było naprawdę gorąco, i przeszukiwanie przy każdym wejściu. Żałuję jedynie tego, że nie udało mi się zrobić większej ilości zdjęć.
Reasumując, pomimo drobnych problemów z utrzymaniem przytomności z powodu nieziemskich upałów, nie było aż tak bardzo źle, ale na pewno mogłoby być o wiele lepiej.

Oczami Justine Helfire
Jako że niewiele zobaczyłam z samego konwentu, bo miałam też inne obowiązki, ograniczę się do krótkiego podsumowania całości. Czytałam już całą masę negatywnych opinii na temat tego konwentu i jego organizacji. Myślę, że organizatorzy mają ich już dość, żeby wyciągnąć odpowiednie wnioski. Skupię się wobec tego na tym, co mi się podobało. Bardzo dobry był sam wybór miejsca, miasteczko studenckie AGH jest od dawna takim miejscem w Krakowie, gdzie można iść się integrować i bawić do rana przy odpowiedniej pogodzie. Do tego jest tam sklep, gdzie można zjeść też coś ciepłego. Sam budynek konwentu też był odpowiedni – przede wszystkim dlatego, że nie trzeba było daleko szukać punktów programu (choć niekiedy przy zmianach w programie trochę to trwało), wszystko było w jednym miejscu.
Program konwentu był ciekawy i żałuję, że nie mogłam osobiście pojawić się na większej ilości prelekcji. Tym razem, po raz pierwszy, byłam bardziej po tej drugiej stronie – prowadziłam prelekcje razem z Requelem. Były to: „Grzechy Prelegentów”, „Sith, który uratował Galaktykę” oraz „Konkurs Space Operowy”. Przeprowadziliśmy wszystkie zgodnie z planem i wydaje mi się, że udało nam się sprostać oczekiwaniom słuchaczy (przynajmniej tak wnioskuję po opiniach, które poznaliśmy później). Mam nadzieję, że nie będą to ostatnie przeprowadzone prelekcje w moim życiu. Chciałabym tutaj dodać, że udało nam się bez większych problemów znaleźć technicznych, którzy po pewnym czasie dostarczyli nam potrzebny sprzęt i nie robili przy tym większych problemów, zatem wszystko przebiegło dosyć dobrze od tej strony.
Odniosę się jeszcze do games roomu, gdzie udało mi się spędzić więcej czasu. Samo miejsce nie było złe, natomiast to, że nie można było wnosić własnych napojów było nieco uciążliwe. Zwłaszcza jeśli planowało się dłuższą rozgrywkę. Przeszkadzała też trochę muzyka, zwłaszcza podczas koncertu czy dyskoteki. W games roomie mimo wszystko cisza się przydaje, chciałoby się porozmawiać ze znajomymi słysząc się nawzajem.
Ostatnia rzecz, do której nawiążę to dzieci na Krakonie. Pod tym względem było słabo, nie znalazłam dla swoich braci (11, 8 i 5 lat) zajęć, które by były dla nich odpowiednie. Tylko tyle, że pograliśmy w games roomie i pobyli na naszych prelekcjach. Do tego byliśmy na prelekcji o Tesli, jednak po kilku „epitetach” ze strony prowadzącego uznałam, że lepiej będzie wyjść. Nie znalazłam żadnego „konwentowego przedszkola”, o którym chyba gdzieś czytałam, że miało być. Nie było też żadnych atrakcji dla najmłodszych (albo ja nie znalazłam). Na przyszłe edycje warto by o czymś takim pomyśleć, bo to na pewno przyciągnęłoby więcej osób.
Podsumowując, może i było kiepsko ze strony organizacyjnej. Ale to jest nauczka na przyszłość i nie ma się co nad tym zbytnio rozwodzić. Mam nadzieję, że organizatorzy wyciągną odpowiednie wnioski i przy tym nie zrezygnują z kolejnych edycji Krakonu.
Ludzie jednak jak zwykle sprawili, że warto było się pojawić i wspólnie spędzić czas. Chciałabym tutaj podziękować Caro i Ven za to, że jednak postanowiły się wybrać i wraz ze mną dumnie(!) reprezentować Jedi Order. Poza tym Leannie, Katharsisowi i Requelowi za dotrzymanie towarzystwa i wspólną zabawę. Mam nadzieję, że to nie będzie nasz ostatni wspólny konwent.


Kiedy Mando nie pilnują swoich hełmów...


Oczami Caroline
Pierwszy konwent w moim długim 17-letnim życiu! To chyba powinno wystarczyć, by go podsumować tak, żeby cenzura owe podsumowanie przepuściła. Jako że poprzedniczki jednak pokusiły się o podsumowanie dłuższe, nie wypada mi skończyć na jednym zdaniu.
Organizacja… Być może nie powinnam mówić o czymś, czego istnienia nie jesteśmy do końca pewni, bo to może grozić wojną, ale uznajmy, że jakaś organizacja była. Odwoływane prelekcje (najczęściej spotykane drugiego dnia), jeden prysznic na dwie szkoły (jak ktoś ujął to na plakacie zatytułowanym „Skargi na konwent” - jeden na dwa tysiące osób). Helperzy, którzy jak dowiedziałam się od znajomych mangowców „nie mogą mi pomóc”. Co potem zostało potwierdzone przez pewnego helpera, z którym rozmawiałam. Wiele osób, z którymi udało mi się zamienić słowo bądź dwa twierdziło, że organizacja jest zła, okropna, bądź w ogóle jej nie ma. Jako że nie mam porównania z innym konwentem, jestem skłonna im uwierzyć.
Mimo wszystko konwent uważam za udany. Bawiłam się świetnie od samego początku do samego końca i na pewno nie będzie to mój ostatni taki wypad, atmosfera była naprawdę niezapomniana. Większość prelekcji uważam za całkiem produktywną stratę czasu, a każda z nich miała w sobie jakiś element, który wbił mi się w pamięć, choćby był to ton głosu prelegenta. Games room też był fajną sprawą, jeżeli już się wciągnęło w grę, można było tam stracić całkiem sporo prelekcji. Dojazd do szkoły był bezproblemowy… o ile miało się równie dobrego przewodnika jak Justine.
Chyba powinnam podziękować jej za to, że nas oprowadzała po Krakowie, bez niej prawdopodobnie byśmy się z Ven zgubiły i nie odnalazły, a z nią już drugiego dnia czułam się jak u siebie, bo wiedziałam gdzie co jest. Poza tym chciałabym podziękować Requelowi, Katharsisowi, Leannie, Vendei, znajomym mangowcom, sąsiadce, która pożyczyła śpiwór… i tak dalej i tak dalej…



Szczegółowa relacja, czyli co przeżyliśmy na konwencie...

*Czerwonym kolorem zaznaczone zostały nazwy prelekcji, natomiast niebieskim dopiski Justine Helfire do relacji Vendei. Zdjęcia z prelekcji "Sith, który uratował Galaktykę" pochodzą od Bounty'ego z Wrocławskiego Fanklubu Gwiezdnych Wojen, któremu dziękuję za zgodę na udostępnienie ich tutaj.*


Czwartek, 25.07.2013r.
Moja podróż rozpoczęła się już o 6:30 rano w Jastrzębiu-Zdroju wraz z Caroline. Już chwilkę po 9 byłyśmy na dworcu głównym w Krakowie, gdzie po paru minutach spotkałyśmy Justine Helfire i z Nią udałyśmy się na autobus, który zawiózł nas bardzo niedaleko terenu konwentu. Po drodze wstąpiłyśmy do akademika, w którym mieszka Justine i zostawiłyśmy swoje rzeczy, żeby móc spokojnie udać się wykupić wejściówki. I tam spotkało mnie pierwsze zaskoczenie. Kolejki były bardzo długie, ciągle zmieniały miejsca, nikt nie wiedział co się dzieje. Na szczęście do pierwszych punktów programu zostało nam wiele czasu. Odstałyśmy w kolejce ponad półtorej godziny i wreszcie udało się nam odebrać wejściówki. Co rozbawiło mnie najbardziej – kolejka dla ludzi, którzy kupili wcześniej akredytacje była o wiele dłuższa od kolejki dla osób, które wejściówki chciały zakupić na miejscu. Uznałyśmy, że wrócimy po rzeczy do akademika, po czym wyszłyśmy na przystanek odebrać Requela. Po chwili rozdzieliliśmy się: ja i Caroline musiałyśmy dotrzeć do szkoły, aby zostawić w niej rzeczy (zaprowadziła nas tam Justine), a Requel poszedł odebrać wejściówkę. To wszystko zabrało nam tyle czasu, że dopiero o 17 udało się iść na pierwszą prelekcję. Jako że nie umieliśmy odnaleźć „Słowiańskich bogów i demonów w legendach i baśniach”, poszliśmy na „Walkers, biters, The (Living?) Dead: The Rise of the Tyrannical Memory and the Tyrany of Capitalist…”. Pomimo anglojęzycznego opisu, prelekcja była poprowadzona w języku Polskim. Prowadząca opowiadała o Zombie, niestety, nie zdołała mnie zainteresować tym tematem. Wg. mnie puszczanie urywków filmów, których nikt nie był w stanie dostrzec (zbyt duże słońce) i komentowanie ich wręcz na siłę mijało się z celem. Po ponad pół godziny wyszliśmy z sali i udaliśmy się na kolejną prelekcję: „Najdziwniejsze wynalazki wojenne”. Warto dodać, że nie ograniczało się to do jednego okresu czasu, tylko niemalże całej historii. Prowadzącemu należały się gromkie brawa, które oczywiście otrzymał. Było widać, że znał się na tym, o czym mówił, a co więcej, potrafił zainteresować tym całą publiczność. Po godzinie przerwy na zakupy wraz z Justine i Caroline udałam się na kolejną, niemniej ciekawą jak poprzednia prelekcję „Gra komputerowa jako dzieło sztuki”. Prowadząca przedstawiła nam kilka gier wybranych przez pewne muzeum, które zgromadziło ich kody źródłowe od Pacmana, aż po bardziej skomplikowane EVE., oraz umożliwiało pogranie w te gry w ramach wystawy. Okazało się, że tego dnia nie będzie nic takiego, co mogło nas zainteresować, więc postanowiliśmy, że pójdziemy zwiedzać Kraków nocą. Niestety, KatharSIS [z Manda’yaim] nie mógł do nas dołączyć, więc poszliśmy we czwórkę. Pod osłoną nocy przeszliśmy przez park, błonia oraz rynek i jego okolice, oczywiście nie mogło obyć się bez spaceru brzegiem Wisły. Gdy postanowiłyśmy udać się do sleep roomów, okazało się, że dwa autobusy uciekły nam wręcz sprzed nosa, dopiero po chwili czekania przyjechał tramwaj. Spacerkiem, wymęczone, udałyśmy się do sali, w której nie dość, że było ponad 40 osób, to jeszcze na środku odbywała się sesja RPG, która trwała mniej więcej do 3 w nocy, tak więc nie było mowy o tym, żeby się wyspać choć troszkę.
Hmm.. Jako osoba z nieco większym konwentowym doświadczeniem powiedziałabym, że to akurat norma, żeby w nocy sobie w coś pograć w sleepach. Oczywiście jeśli było na to miejsce na korytarzu np. i komuś to przeszkadzało spać, to byłoby lepiej wyjść i pograć na zewnątrz. Ale nie uznałabym sesji RPG w nocy za coś negatywnego na konwencie ;).


Wejście do budynku konwentu.


Piątek, 26.07.2013r.
Ten dzień względem prelekcji zapowiadał się o wiele lepiej niż poprzedni, więc już o 8 wraz z Caroline udałyśmy się na tramwaj, kupując po drodze śniadanie. Z tym wiąże się ciekawa historia – Caroline bardzo chciała wypić kawę, więc wstąpiłyśmy do pobliskiej piekarni, gdzie mogła ją kupić. Ale okazało się, że kupując dwie drożdżówki dostaniemy ją gratis, więc miałyśmy śniadanie i kawę w bardzo przyzwoitej cenie. Oczywiście po drodze udało się nam zgubić, ale z pomocą GPSa i pewnego miłego Pana udało nam się dojść do parku i spokojnie zjeść śniadanie, po czym spotkałyśmy się z Justine i Requelem, którzy przygotowywali się do swojej prelekcji, która była dla mnie obowiązkowym punktem programu. Tak więc o 10 zajęłam sobie bardzo fajne miejsce w sali, i z zaciekawieniem słuchałam, co ciekawego mają do powiedzenia na temat „Grzechów prelegentów”. Myślę, że była to obowiązkowa prelekcja dla każdego, kto w przyszłości chciałby poprowadzić swoją i sprawić, żeby była niemalże idealna. W tym miejscu wielkie gratulacje dla Justine Helfire i Requela ;).
Z mojego punktu widzenia było to jedno wielkie hejtowanie wszystkiego, co udało nam się zaobserwować na prelekcjach w ostatnim czasie. W porównaniu do prelekcji sprzed kilku lat, obecny poziom na konwentach pozostawia wiele do życzenia. I nie mówię tutaj, że nasze prelekcje były idealne, bo nie ma takich. Po prostu chciałoby się wrócić do czasów, kiedy prowadzenie prelekcji było zaszczytem i nie liczyło się tylko na zwroty za akredytacje. Dla mnie tak to właśnie wyglądało na Krakonie (bo były to moje pierwsze prelekcje) – ogromny stres, ale też wielka satysfakcja kiedy wszystko poszło według planu i widziałam, że słuchaczom się podobało.
Następnie poszłam na „Prelekcję o seryjnych mordercach”, ale że została ona odwołana, postanowiłam dowiedzieć się czegoś ciekawego na „Prelekcji o broni przyszłości (lasery, mikrofale itp.)”. Ku mojemu niezadowoleniu okazało się, że ta prelekcja również została odwołana, ale zastąpiono ją inną – „Planety poza słoneczne”, która miała odbyć się kilka godzin później. Mimo wielkiego zamieszania prowadzący był świetnie przygotowany i ochoczo zabrał się za przedstawianie swojej prezentacji. Myślę, że jest to jedna z prelekcji, która zaciekawiła mnie najbardziej, no i oczywiście była świetnie przedstawiona. Oczywiście Caroline uznała, że jest głodna, więc musiałyśmy iść na rynek, aby cokolwiek zjeść. Nie polecam nikomu takiej wyprawy w taki upał. Wróciłyśmy na miejsce konwentu, gdzie już chwilę później spotkałyśmy się z Leanną i rodzeństwem Justine. Przywitaliśmy się i poszliśmy pograć w grę planszową do klubu Studio, gdzie znajdował się games room. Po ponad godzinie grania niektórzy uznali, że są głodni, więc pozwoliliśmy wygrać Requelowi i poszliśmy do pobliskiej restauracji. Tam znów spotkaliśmy Justine. Po obiedzie wróciliśmy na teren konwentu w nadziei wysłuchania ciekawej prelekcji. I ku mojemu zaskoczeniu, nic takiego nie znalazłam. „BSG – przełomowy serial czy zwykła szmira – czyli przedstawienie serialu i pogadanka o Battlestarze” polegało na tym, że prowadzący postanowił opowiedzieć słuchaczom cały serial, co według mnie mijało się z celem, więc poszłam na „Broń palną: użycie, osprzęt, taktyka”, lecz okazało się, że ta prelekcja się nie odbędzie. Zrezygnowana postanowiłam udać się na „Wiedzówkę o Harrym Potterze” i to tam dopadło mnie największe zaskoczenie – cała sala przekrzykujących się mangowców. Cóż, tego najmniej się spodziewałam, więc wyszłam. Wszystkich odnalazłam dopiero w klubie Studio, rozpoczynających grę, której zasady były dla mnie zbyt skomplikowane, żeby od razu je pojąć. Przeszkodził mi też nagły ‘spacer’ z Justine, którego celu ani szczegółów nie zdradzę. A potem nadeszło zbawienie, czyli prysznic (Dzięki Justine!). Powrót do sleep roomu i…. mimo szczerych chęci ochrony konwentu nie udało się uspokoić niektórych osób, więc zasnąć udało się nam dopiero po 4 nad ranem…


Rynek Główny w Krakowie.


Sobota, 27.07.2013r.
Ten dzień rozpoczął się dla nas troszkę później niż poprzednie. Oczywiście obowiązkowa wycieczka do pobliskiej piekarni i o 11 poszliśmy na pierwszą prelekcję tego dnia „Tesla – szaleniec czy geniusz?”, która na chwilę przeobraziła się w… wykład z elektrotechniki studentów AGH. Na szczęście prowadzący po pewnym czasie przerwał im, bo nie to było celem tej prelekcji. Zaskoczony tak dużą liczbą słuchaczy kontynuował ciekawą opowieść o naukowcu. Jednak mi bardziej zależało na następnym punkcie programu, czyli drugiej prelekcji Requela i Justine Helfire – „Sith, który uratował Galaktykę”.


Przygotowania do prelekcji "Sith, który uratował Galaktykę".


Była to bardzo ciekawa opowieść o Revanie, z której wyniosłam wiele nieznanych mi wcześniej ciekawostek i szczegółów o tej postaci. Co więcej, prelekcja ta jeszcze bardziej zachęciła mnie do pogrania w TORa, ale to w swoim czasie… W tym miejscu po raz kolejny gratuluję prowadzącym, a szczególnie Justine ;). Niestety tak skupiłam się na historii postaci, że szczerze nie wiem co ustaliła publiczność wraz z Requelem – czy Revan był dobry, czy zły.
Cała przyjemność po naszej stronie :D. Trochę nam się przedłużyło, bo nie spodziewaliśmy się, że słuchacze tak chętnie włączą się do dyskusji z nami. Nie wiem czy dodatkowy czas cokolwiek by zmienił, bo opinie były w miarę równo podzielone, a o tym można dyskutować godzinami i nie dojść do porozumienia. Taki już urok tej postaci. Cieszę się natomiast, że ludziom się podobało, jako że była to pierwsza w moim życiu prelekcja, która prowadziłam w większości (na której tyle musiałam mówić.. uff..).


Prelekcja Requela i Justine Helfire pt. "Sith, który uratował Galaktykę". Czy Revan był dobry czy zły?

Po prelekcji wszyscy uznali, że zgłodnieli, więc poszliśmy do tej samej restauracji. Po obiedzie zupełnie przypadkiem trafiłam na bardzo ciekawą prelekcję o „Dziwacznych i interesujących chorobach”. Prowadząca wybrała rzeczywiście te najdziwniejsze i najbardziej interesujące, a co więcej, ciekawie o nich opowiadała. Dodatkowo, pokazywała filmiki i zdjęcia, udało się nawet przeprowadzić pewien eksperyment.
Było tak upalnie, że po tej godzinie wyszłam na dwór w poszukiwaniu cienia. Znalazłam go w miasteczku studenckim AGH i to tam spędziłam następną godzinę, z butelką zimnej wody. Wróciłam dopiero na kolejną zapowiadającą się fajnie prelekcje, o „Absurdach życia w średniowieczu”. I…. no cóż, nie chciałabym żyć w tamtych czasach będąc kobietą, zdecydowanie. Następnie postanowiliśmy, że posiedzimy w cieniu, padło znów na miasteczko studenckie. Czas umilały nam gry – KatharSIS opowiedział nam historie, a my musieliśmy odgadnąć, co tak naprawdę się wydarzyło, później pograliśmy w skojarzenia i w butelkę (szczegóły może pominę). Pod wieczór bardzo chciałyśmy znów pozwiedzać Kraków nocą, więc podzieliliśmy się na dwie grupki. Ja, Leanna oraz Caro, wraz z trzema innymi osobami udałyśmy się na wycieczkę, która skończyła się o 2 w nocy. Jak na złość, musiałyśmy wynieść się z sali na korytarz koło KatharSISa, żeby móc chociaż troszkę się przespać tej nocy. [EDIT: Z wielką przyjemnością przeniosłyśmy się na korytarz koło Katharsisa!] Pogadaliśmy około półtora godziny i poszliśmy spać, z zapewnieniem pobudki o 6:30 przez Mando, żeby… iść do kościoła. Na szczęście tak się nie stało.


Prawie jak Yavin 4! Tylko trochę za gorąco dla Chissa...


Niedziela, 28.07.2013r.
Ostatni dzień Krakonu. Udało nam się szybko spakować, a przy okazji poznać kilka technik zwijania śpiwora od KatharSISa. Podrzuciliśmy rzeczy do klubu Studio i poszliśmy na teren konwentu, gdzie spotkałyśmy Requela. Wszyscy udaliśmy się na prelekcję o „Najgorszych fanfikach”, która była świetna. Nic dodać nic ująć. Prowadząca bardzo fajnie przedstawiła najgorsze opowiadania, dodając ‘najfajniejsze’ cytaty. Prelekcja się skończyła, a my nie wiedziałyśmy co mamy robić. Jako, że dzień upływał pod hasłem „ Nadrabiamy prelekcje!”, to poszłyśmy na zapowiadającą się najciekawiej, czyli „Ostatni płomień zgasł, czyli o przemijaniu i śmierci w RPG”. Weszłyśmy chwilę po rozpoczęciu i wpadłyśmy na Requela. Co prawda myślę, że mi ta wiedza nigdy się nie przyda, ale fajnie było posłuchać opowieści Mistrzów Gry i prowadzącego. Następnie poszliśmy na „Survival miejsko-postapowy”, i cóż… miałam wrażenie, że prowadzący naprawdę wierzył w zbliżającą się apokalipsę, a co więcej w to, że uda mu się przeżyć. Dla mnie straszne. Po godzinie wyszliśmy, żeby wstąpić do pobliskiego marketu i kupić sobie coś do jedzenia, gdzie spotkaliśmy się z Justine. Zjedliśmy obiad w miasteczku studenckim AGH, po czym poszliśmy na długo wyczekiwaną prelekcję „Co po chrześcijaństwie? Jediizm jako popkulturowa religia XXI wieku”. Okazało się, że prowadzący tak naprawdę nie ma najmniejszego pojęcia o czym mówi, więc wyszło co najmniej tragicznie.
Może nie tyle nie miał pojęcia o czym mówi… Po prostu z punktu widzenia osób, które znają dużą ilość teorii na temat Mocy, które powstały w uniwersum SW, twierdzenia prowadzącego pochodzące tylko z wiedzy typowo „filmowej” wydawały się uproszczeniem całego zagadnienia. Do tego ja np. wcześniej orientowałam się w tym temacie, bo pisałam o nim artykuł i momentami wydawało mi się, że prowadzący zupełnie źle zrozumiał, dlaczego współcześnie ludzie dołączają do „Kościołów Jedi”. Co do samej prelekcji dodam tylko, że fajnie by było pozostawić na niej więcej czasu na dyskusję ze słuchaczami i zobaczyć jakie mają doświadczenia w tym temacie.
W pewnym momencie uznaliśmy, że puścimy po sali ulotki JO, co też zrobiliśmy. Na koniec KatharSIS dał ulotkę prowadzącemu, a ten uznał, że my nie mamy prawdziwych mieczy, tylko rurki PCV, więc on nie chce. No cóż, jak nie, to nie. Jakoś to przeżyjemy. Następna godzina była dla mnie godziną przerwy na odebranie bagażu z szatni i naładowanie telefonu. Chwilę przed 16 odszukałam Requela i Justine i czekałam na ich „Konkurs Space Operowy”. Oczywiście nie chciałam brać udziału, tylko popatrzeć. Okazało się, że pytania były strasznie trudne. Udało mi się za to porozmawiać z dziewczyną, lub żoną zwycięzcy i całą godzinę komentować zadawane pytania i odpowiedzi.
Pytania są trudne dla osób, które nie widziały danego filmu/serialu. W większości jeśli się raz obejrzało film/serial, dało się co najmniej skojarzyć część odpowiedzi i dalej jakoś wywnioskować resztę. Poza tym, jak dowiódł zwycięzca konkurs (jeśli dobrze pamiętam, o nicku Przemos), zdobycie punktów nie było niewykonalne :).
Po tym punkcie programu opuściliśmy budynek AGH i udaliśmy się na przystanek, z którego autobus zabrał nas na dworzec główny. O 18 pożegnałam się z Leanną, Justine, Requelem i KatharSISem, i wraz z Caroline udałyśmy się w drogę powrotną, która, ze względu na straszny upał, była męką.
Reszta naszej grupy ostatecznie rozeszła się po 19. Po odprowadzeniu wszystkich na ich autobusy, nastał dla mnie ten niemiły czas, kiedy żałuje się końca konwentu i już planuje następny…


Najpierw przejęcie Mando-hełmu, teraz Mando-broni... I kto teraz chce zadzierać z Jedi?
Wróć na górę